Daleko od siebie
„Chciałbym, żeby to był film o uczuciach. O rodzeniu się uczuć w człowieku, który – z różnych powodów – dopiero uczy się kochać. I o uczuciach małego chłopca, który po stracie matki, w nie znanym mu dotąd ojcu stopniowo odnajduje najbliższego człowieka. Ten film opowiada również o wzajemnym przenikaniu kultur. Pojawiają się więc elementy ksenofobii i szowinizmu” – mówił tuż przed premierą „Daleko od siebie” Feliks Falk. Głównym bohaterem filmu jest Marcin – trzydziestoletni historyk sztuki z sukcesem parający się interesami. Podczas służbowego wyjazdu do Lwowa spotyka Marię – swoją dziewczynę z lat studenckich. Dochodzi do niełatwej dla obojga rozmowy, z której wynika, że Marcin ma z Marią syna – kilkuletniego Michała. Po powrocie do Warszawy młody biznesmen postanawia zaprosić oboje do siebie. Tragicznym zrządzeniem losu w czasie podróży Maria traci życie w bandyckim napadzie. Michałowi udaje się uciec. Chłopca odnajduje policja i doprowadza do Marcina. Mimo starań mężczyzny Michał źle czuje się w nowym domu i któregoś dnia ucieka. Marcin postanawia za wszelką cenę odnaleźć syna… „Daleko od siebie” to dramat psychologiczny. Feliks Falk nieraz udowodnił, że w tej konwencji czuje się szczególnie dobrze. Rolę ojca powierzył Arturowi Żmijewskiemu, grywającemu wcześniej głównie romantycznych kochanków i tzw. mocnych mężczyzn. W postać Michała wcielił się zaś debiutujący na ekranie Mateusz Kosiorowski, pochodzący z polskiej rodziny zamieszkałej we Lwowie. „Zależało mi na chłopcu, który mówi po polsku z silnym akcentem ukraińskim. Poza tym szukałem twarzy, która mogłaby wzruszyć widza” – motywował tę decyzję obsadową reżyser. Relacje między duetem Marcin – Michał napędzają fabułę filmu. Zapewniają mu też psychologiczną głębię. Obaj bohaterowie muszą bowiem wiele się nauczyć i zrozumieć, by stać się dla siebie ojcem i synem nie tylko z nazwy. Interesujący jest też wątek warszawskiej przyjaciółki Marcina, która nagle przestaje zajmować w jego życiu uczuciowym najważniejsze miejsce.
